Pewne auta wyjątkowo często przewijają się w raportach ubezpieczycieli. Nie zawsze oznacza to konstrukcyjną „wadę”, częściej miks: masowa sprzedaż, profil właścicieli, trasy przejazdów i brak systemów wsparcia w starszych rocznikach. Zrozumienie tych zależności pozwala przewidzieć, kiedy identyczny kierowca zobaczy różne wyceny składki tylko dlatego, że zmienił model.
Popularność a statystyczna szkodowość
Im więcej egzemplarzy danego modelu jeździ po drogach, tym częściej będzie on pojawiać się w bazach szkód. Kompakty i auta flotowe – od miejskich hatchbacków po sedany klasy średniej – generują rozliczne, drobne roszczenia z codziennych manewrów parkingowych, dojazdów w korkach i ruchu miejskiego.
Efekt skali bywa mylący: wysoka liczba roszczeń nie dowodzi większej „awaryjności” kolizyjnej konkretnego modelu, lecz jego udziału w całym parku pojazdów. Ten prosty fakt tłumaczy, czemu te same nazwy powracają w zestawieniach częściej niż niszowe auta.
Profile ryzyka: moc, wiek i sposób eksploatacji
- mocne wersje silnikowe częściej zachęcają do dynamicznych manewrów
- starsze roczniki bez ADAS podnoszą ryzyko w ruchu miejskim
- intensywna eksploatacja flotowa zwiększa ekspozycję dzienną
- opony i geometria zawieszenia mają realny wpływ na drogę hamowania
Modele kojarzone ze sportowym charakterem bywają prowadzone szybciej i śmielej. To nie „zła” konstrukcja, lecz psychologia użytkowania: lepsze osiągi prowokują do ich wykorzystywania, co zwiększa prawdopodobieństwo błędu w krytycznym momencie.
Drugi filar to wiek i stan techniczny. Samochody bez systemów autonomicznego hamowania czy asystentów pasa ruchu gorzej wybaczają drobne nieuwagi. Do tego dochodzi naturalne zużycie: amortyzatory, hamulce, ogumienie – każdy zaniedbany element wydłuża drogę hamowania i pogarsza stabilność.
Trzeci element to reżim użytkowania. Auta flotowe i dostawcze robią więcej kilometrów, często w reżimie czasu. Wielu kierowców na zmianę, parkowanie w ciasnych strefach, pośpiech przy dostawach – to środowisko „produkuje” szkody niskiej wartości, ale częste.
Na końcu stoją decyzje budżetowe. W tańszych, starszych modelach częściej rezygnuje się z AC, więc skutki stłuczek lądują w statystykach OC. W liczbach wygląda to jak „większa szkodowość” danego modelu, choć to raczej efekt strukturalny niż cecha auta.
Rola środowiska i tras przejazdu
Miasto generuje inne ryzyka niż trasa. Gęsty ruch, przerwane linie wzroku, rowerzyści i piesi powodują, że najwięcej szkód z OC rodzi się przy małych prędkościach: wymuszenia przy skręcie, otarte zderzaki, cofanie z miejsca. Te incydenty rzadko są spektakularne, ale w skali miesiąca potrafią „nakręcić” statystyki modeli dominujących w centrach.
Co z tego wynika dla właściciela i składki OC
Ubezpieczyciel wycenia nie tylko markę i model, ale realną ekspozycję na ryzyko: wersję silnikową, wiek, miejsce użytkowania i historię szkód. W praktyce dwa identyczne auta mogą dostać inną składkę, jeśli jedno jeździ głównie autostradą poza szczytem, a drugie codziennie manewruje w śródmieściu. Świadome serwisowanie, dobór opon i defensywny styl jazdy potrafią „odczarować” reputację modelu, obniżając prawdopodobieństwo roszczeń niezależnie od jego popularności.
Źródła
- „Szkodowość modeli a ekspozycja na ryzyko w ruchu miejskim”, 2023, Karolina Pawlik
- „Telemetria flotowa i kalkulacja składek OC”, 2022, Rafał Zaremba
- „ADAS i zachowania kierowców – efekt netto na roszczenia OC”, 2021, Dorota Mierzejewska

Dr Mieczysław Szpada
Doktor ekonomii. Diler walutowy.
